Coraz mniej polskich firm na trasach Europy. Transport drogowy traci grunt pod kołami

Polski transport drogowy jeszcze kilka lat temu był symbolem siły i ekspansji na europejskich trasach. Dziś coraz częściej mówi się o hamowaniu, a nawet cofaniu całej branży. Najnowsze dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego nie pozostawiają złudzeń – liczba polskich firm transportowych oraz ich flota systematycznie maleją, a trend ten utrzymuje się już trzeci rok z rzędu.

Trzeci rok wyraźnych spadków

Na koniec 2025 roku w Polsce działało 43 924 przewoźników międzynarodowych posiadających licencję wspólnotową. To o 2,5 proc. mniej niż rok wcześniej i aż 3,6 proc. mniej niż w rekordowym 2023 roku, kiedy liczba firm sięgała 45 565.

Choć do rejestru wciąż trafiają nowe podmioty, bilans pozostaje wyraźnie ujemny. W samym 2025 roku zarejestrowano 3 301 nowych firm, ale jednocześnie z rynku zniknęły 4 431 przedsiębiorstwa. Oznacza to, że działalność zakończyło blisko co dziesiąte przedsiębiorstwo, które jeszcze rok wcześniej miało uprawnienia do wykonywania przewozów międzynarodowych.

Wyjątkiem był rok 2022, kiedy branża notowała rekordowy napływ nowych firm. Dziś jednak tamten wynik wygląda bardziej jak ostatni oddech dobrej koniunktury niż trwały fundament wzrostu.

Małe firmy wchodzą, duże nie wytrzymują

Nowi gracze pojawiają się na rynku głównie dlatego, że wejście do branży wciąż wydaje się stosunkowo proste – jedna ciężarówka, leasing, licencja. Problem zaczyna się później, gdy przychodzą realia: rosnące ceny paliwa, drogie finansowanie, presja płacowa i niskie stawki frachtów.

W praktyce oznacza to, że wiele młodych firm nie wytrzymuje pierwszych kilkunastu miesięcy działalności. Z kolei większe przedsiębiorstwa, które jeszcze niedawno obsługiwały regularne kontrakty w całej UE, ograniczają flotę lub całkowicie wycofują się z rynku.

Flota też się kurczy – to już sygnał alarmowy

Spadek liczby firm to jedno, ale jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące floty. Liczba wypisów z licencji, czyli pojazdów ciężarowych powyżej 3,5 tony dopuszczonej do ruchu międzynarodowego, wyniosła na koniec 2025 roku 301 320.

To o 0,9 proc. mniej niż w 2024 roku i 1,2 proc. mniej niż w szczytowym 2023 roku. Mniej ciężarówek na drogach oznacza jedno: Polska stopniowo traci zdolność do konkurowania na europejskim rynku, na którym jeszcze niedawno była jednym z liderów.

Pakiet Mobilności i kryzys w UE dokładają ciężaru

Branża transportowa znalazła się między młotem a kowadłem. Z jednej strony spowolnienie gospodarcze w Unii Europejskiej, które ogranicza popyt na usługi przewozowe, z drugiej – Pakiet Mobilności, generujący kolejne koszty i obowiązki administracyjne.

Dla wielu firm oznacza to konieczność inwestowania w zaplecze socjalne, częstsze powroty pojazdów do kraju czy wyższe koszty pracy kierowców. Przy obecnych stawkach przewozowych coraz trudniej jest te wydatki zbilansować.

„Powolna agonia transportu drogowego”

Sytuację branży mocno skomentował prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”, Maciej Wroński, który w mediach społecznościowych wprost mówi o powolnej agonii polskiego transportu drogowego. Jego zdaniem spadki w liczbie firm idą w parze z innym groźnym zjawiskiem – ograniczaniem zatrudnienia kierowców spoza Unii Europejskiej.

Wroński wskazuje na kilka kluczowych problemów:

Co dalej z polskim transportem?

Dane są jednoznaczne: maleje liczba firm, maleje flota, a ryzyko prowadzenia działalności rośnie. Jeśli nie nastąpi realna poprawa warunków rynkowych, uproszczenie procedur i stabilizacja stawek, polski transport może na dłużej oddać pole zagranicznej konkurencji.

Dla kierowców oznacza to mniej miejsc pracy w krajowych firmach i większą presję na warunki zatrudnienia. Dla przedsiębiorców – konieczność trudnych decyzji: restrukturyzacji, ograniczania działalności albo całkowitego wycofania się z rynku.

Jedno jest pewne: branża jest na ostrym zakręcie, a powrót na prostą nie nastąpi sam. Jeśli nic się nie zmieni, polskich ciężarówek na europejskich trasach będzie po prostu coraz mniej.